Zwierzęta zwiększają naszą odporność
Odsłon: 926

Zwierzęta zwiększają naszą odporność

Żadne badania nie potwierdziły tezy, że od zwierząt domowych można zarazić się koronawirusem. Wręcz przeciwnie, istnieją dowody na to, że zwierzęta i kontakt z nimi zwiększają naszą odporność na wiele chorób.

– Znacznie bardziej narażamy się w kontaktach z innymi ludźmi – podkreśla lekarz weterynarii, Dorota Sumińska. – Na ludzkiej, wilgotnej skórze znajduje się więcej drobnoustrojów, a więc i możliwość zarażenia jest większa.

 

Zwierzę jest antystresorem

– Układ immunologiczny ssaków, w tym i człowieka jest układem bardzo złożonym. Wiele czynników wpływa na niego destabilizująco. Najbardziej zagrażającym jest stres. Zwierzę jest naturalnym antystresorem, czynnikiem, który wpływa mobilizująco na naszą odporność – mówi dr nauk weterynaryjnych, Tomasz Piasecki z Wrocławia.

Układ immunologiczny musi cały czas się uczyć i mieć kontakt z różnego rodzaju antygenami. Jeżeli w kontaktach ze zwierzęciem domowym zachowujemy podstawowe zasady higieny, jego sierść może być źródłem bakterii nieszkodliwych dla naszego zdrowia, dzięki którym nasz układ odpornościowy będzie lepiej funkcjonował. Pamiętajmy jednak, że aby tak się działo, zwierzę powinno być zadbane, odrobaczone i regularnie szczepione.

– Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek zwierzę w domu – kontynuuje dr Tomasz Piasecki – opiekuje się nim, obserwuje go i darzy sympatią – zapomina o tym, co go dręczy. Zyskujemy spokój wewnętrzny, a nasz układ immunologiczny jest mniej narażony na działanie negatywnych czynników.

– Długotrwałe przebywanie w stanie stresu może powodować znaczący spadek odporności i większą podatność na wszelkie choroby – potwierdza lekarz weterynarii, Przemysław Łuczak z Gdańska.

– Posiadanie zwierzęcia powoduje produkcję endorfin, które redukują stres.

 

tomasz piasecki lek. wet.

 

Pies zamiast recepty

Zwierzęta stymulują ludzką odporność także poprzez pobudzanie naszej aktywności fizycznej.

Wszyscy znamy dobroczynny wpływ ruchu na nasze zdrowie. Aktywność fizyczna doskonale wpływa na nasz układ krążenia, zwiększa wydolność oddechową, poprawia nastrój i przeciwdziała stresowi. Zwierzęta, poprawiając naszą kondycję psychiczną, zwiększają także odporność na choroby. Pies, z którym trzeba wychodzić kilka razy dziennie, zmusza do przebywania na powietrzu nawet największych leniuchów. Seniorzy, spacerujący z psami, cieszą się zazwyczaj lepszym zdrowiem niż ich rówieśnicy pozostający w domach.

 

Jak powstawały szczepionki

Trzeba wiedzieć, że, aby zarazić się chorobą wywołaną przez wirusy, ekspozycja na nie musi być naprawdę duża. Nawet, jeśli chorobotwórcze drobnoustroje dostaną się w niewielkich ilościach do naszego organizmu, silny układ immunologiczny, z pewnością, sobie z nimi poradzi. W takich przypadkach sprawdza się odporność nabywana, przez dłuższy czas, właśnie dzięki kontaktom ze zwierzętami.

— Od dawna znane jest pojęcie tzw. odporności krzyżowej – opowiada Dorota Sumińska. –  Jako przykład mogę tu podać wirusa nosówki u psów i odry u ludzi. Osoby mający kontakt z wirusem nosówki uodparniają się na odrę i odwrotnie – psy stykające się z chorymi na odrę, nabierają odporności na nosówkę. Oba te wirusy należą do tej samej rodziny. Różnego rodzaju odporności krzyżowych jest w przyrodzie mnóstwo, inaczej byśmy ciągle chorowali na różne infekcje.

Pod koniec XVIII wieku, w Europie śmiertelne żniwo zbierała epidemia ospy. Co roku umierały na nią setki tysięcy osób. Wśród ludzi, ze znakami choroby na twarzach, odznaczały się mleczarki, kobiety o gładkich cerach. Brytyjski lekarz, Edward Jenner zauważył, że wcześniej chorowały one na mniej szkodliwą, krowią odmianę ospy. Dzięki temu rozwinęła się u nich odporność i nie zarażały się już czarną ospą.

W ten sposób powstała pierwsza szczepionka. W połowie maja 1796 roku Edward Jenner dokonał pierwszego szczepienia na ospę małego chłopca, któremu wstrzyknął zarazki ospy krowianki.

– Można więc przypuszczać, że kontakt ze zwierzęcymi koronawirusami pomaga nam w zdobyciu odporności na COVID-19. Oczywiście, mam tu na myśli życzliwy kontakt ze zwierzęciem, ale, jak na razie, w przypadku wirusa SARS- Cov-2 nie zostało to potwierdzone badaniami – mówi Dorota Sumińska.

 

dorota sumińska lek wet

 

Naukowcy potwierdzają

W 2011 roku w czasopiśmie Nowiny Lekarskie ukazał się obszerny artykuł pt. Wpływ kontaktu z psem na organizm człowieka – przegląd literatury. Autorką jest Joanna Nawrocka-Rohnka.  Wyniki badań, przedstawione w artykule, są obiecujące. Wskazują, że zwierzęta, a w tym przypadku – psy zwiększają naszą odporność oraz pomagają zapobiegać wielu groźnym chorobom.

Z przeprowadzonych badań wynika np., że właściciele psów mają niższe ciśnienie krwi oraz tętno, niż osoby nie posiadające zwierząt. Korzystniej przedstawiają się u nich także poziomy trójglicerydów i cholesterolu. Zwierzęta więc, nie tylko zwiększaja naszą odorność, ale pozwalają także zapobiegać chorobom układu krążenia.

Alergie dla nich mniej groźne

Kontakt z psem pozwala także zapobiegać alergiom.

Badania Ownby`ego i współpracowników wykazują, iż kontakt ze zwierzętami we wczesnym dzieciństwie lub nawet życiu płodowym, może powodować mniejszą skłonność do wzmożonej reakcji na alergeny. Zmniejsza się także ryzyko wystąpienia astmy czy egzemy. Tę teorię potwierdzają badania wykonane przez Gerna i współpracowników – czytamy we wspomnianym wyżej artykule.

Zwierzęta, w znaczący sposób, zwiększają naszą odporność na alergie. Nasz układ odpornościowy nie znosi próżni – wciąż musi się uczyć i zdobywać nowe doświadczenia. Kontakty ze skórą, wydzielinami czy wręcz odchodami zwierząt powodują, że układ ten ma pełne ręce roboty. Jeśli żyjemy w warunkach zbliżonych do sterylnych, nasz organizm nie znajduje wroga na zewnątrz, a że stworzony jest do walki – wytacza ciężkie działa sam przeciwko sobie. Powstają wtedy tzw. choroby autoimmunologiczne. Nie bez powodu, w krajach mniej uprzemysłowionych, gdzie dbałość o higienę nie jest tak rygorystycznie przestrzegana, alergie występują sporadycznie.

Wiele wyników badań, nad korzystnym wpływem psów na zdrowie człowieka, wymaga jeszcze szczegółowego potwierdzenia. Wstępnie jednak możemy stwierdzić, że takie zjawisko istnieje. Potwierdzają to zarówno naukowcy, jak i sami opiekunowie psów.

 

Miłość „egzotyczna” to także antystresor!

Nie każdy może być szczęśliwym posiadaczem psa czy kota. Osoby przebywające poza domem przez większą część dnia, alergicy czy też osoby mieszkające z nimi pod jednym dachem – nie mogę pozwolić sobie na przygarnięcie futrzastych ulubieńców.

Co, więc, mają robić osoby, które chcą opiekować się zwierzętami, ale z różnych względów, nie mogą przyjąć psa czy kota do domu? – Zaopiekować się zwierzęciem egzotycznym! – radzi lekarz weterynarii, Przemysław Łuczak z Gdańska.  – To także daje satysfakcję. Terrarystą, który rozpoczyna hodować zwierzęta egzotyczne kierują zupełnie inne przesłanki niż osobą, która decyduje się na psa czy kota. Wiadomo, że nie będzie tu można liczyć na więź, jaką możemy nawiązać z bliskim nam gatunkowo ssakiem. Tutaj raczej chodzi o obserwację zwierzęcia i więź psychiczną, ale funkcjonującą w jedną stronę.

Pan Przemysław nie mógł opiekować się zwierzętami futerkowymi ze względu na alergię, na którą cierpiał jego brat. – Pierwszymi moimi domowymi zwierzętami były owady – opowiada. – Kiedy tylko odkryłem serwisy aukcyjne, w moim domu zaczęły pojawiać się pająki i skorpiony, które hodowałem z olbrzymią pasją. Moja mama jest biologiem, więc popierała moje zainteresowania. Potem przyszły gady.

 

lek.wet. Przemysław Łuczak

 

Przyjaciel legwan

Z niektórymi z tych zwierząt udawało się nawiązać kontakt.

– Mój osobisty legwan, cieszył się, kiedy wracałem do domu – opowiada pan Przemysław. – Bardzo lubił głaskanie po brodzie, przymrużał oczy i widać było, że jest zadowolony. Kiedy siedziałem przy komputerze, wspinał się na moje kolana i tam sobie leżał.

Pewną więź można nawiązać także z żółwiami. – Coś w tym jest – mówi Przemysław Łuczak. – Podczas badania tych zwierząt tylko właściciel może je przytrzymać, na widok moich palców niektóre reagują tak, jakby chciały je odgryźć. Pewne gatunki żółwi dysponują ogromną siłą w szczękach. Odgryzienie palca nie stanowiłoby pewnie dla nich problemu.

Mniejszy kontakt jest np. z wężami, które można przyzwyczaić do ręki.  Specjalnych objawów sympatii nie można jednak od nich oczekiwać. – Ale sądzę, że wystarczy tu miłość w jedną stronę – podsumowuje pan Przemysław.

Nie należy zapominać o praktycznych aspektach posiadania zwierzęcia egzotycznego. Posiadacz węża czy pająka ptasznika, wyjeżdżający na tydzień lub dwa, nie musi szukać dla tych zwierząt opieki. Przetrwają one spokojnie w terrarium, o ile zapewnimy im odpowiednie warunki bytowe.

 

Papugi kojarzą fakty

Do swoich opiekunów przywiązują się także ptaki. Potrafią bawić się czy naśladować głosy, które komponują się z daną sytuacją. Papuga np. „odbiera” dzwoniący telefon, mówiąc „halo”. Kiedy słyszy dzwonek budzika, usiłuje przerwać sen swojego opiekuna, na pukanie do drzwi odpowiada: proszę. Po otrzymaniu przysmaku mówi: dziękuję.

– Te inteligentne ptaki potrafią łączyć fakty, choć, z całą pewnością, nie można stwierdzić czy rozumieją to, co mówią – mówi dr nauk weterynaryjnych, Tomasz Piasecki.

Inteligencję wykazują także ptaki z rodziny krukowatych. Posiadają one nie tylko umiejętność zabawy, ale np. szukają u zaprzyjaźnionego człowieka ratunku, kiedy sytuacja staje się niebezpieczna.

 

Wybawicielki Rzymu

Wbrew obiegowym opiniom, gęsi to bardzo inteligentne ptaki. Może przekonać się o tym każdy, kto je hoduje, ale nie z przeznaczeniem na pieczeń. To doskonały materiał na przyjaciół. Są długowieczne (potrafią żyć nawet kilkadziesiąt lat).  Nie tylko przyzwyczajają się do opiekunów, ale potrafią także pełnić funkcje stróżujące, nie gorzej od psa. Legenda głosi to gęsi ocaliły, w zamierzchłych czasach, Rzym przed atakiem najeźdźców. Obudziły obrońców miasta swoim gęganiem, podczas, kiedy psy „zaspały”.

Taką samą funkcje może pełnić gęś w dzisiejszych czasach. Nie wpuści obcych na podwórko. Lubi głaskanie, pójdzie z człowiekiem na spacer i choć nie prowadzimy jej na smyczy, nigdzie po drodze się nie zgubi. Jeśli okażemy jej zaufanie – odpłaci nam tym samym.

 

andrzej sieniawski

 

Kreowanie podwodnego świata

Nieprzypadkowo akwaria widzimy często w budynkach użyteczności publicznej, placówkach handlowych, biurach czy urzędach. Plusk wody, widok podwodnego świata i jego mieszkańców działa wyciszająco, pomaga obniżyć ciśnienie krwi i zrelaksować się.

Akwaryści są kreatorami rzeczywistości. Od podstaw tworzymy mały, podwodny świat.  W przyszłości tylko od nas będzie zależeć komfort i jakość życia jego mieszkańców. Możemy ingerować w świat naszych podopiecznych, karmiąc ich czy też dodając nowe elementy do wystroju akwarium. To daje nam nie tylko satysfakcję, ale nierzadko także poczucie spełnienia. Każdy akwarysta, bez namysłu, potwierdzi, że takie zajęcie to prawdziwy antystresor, wzmacniający nasz układ immunologiczny.  Ryby, choć nie mamy z nimi bezpośredniego kontaktu, to zwierzęta, które także zwiększają naszą odporność.

 

Nie tak obce, jak się wydaje

Mieszkańcy akwarium, w pewnym sensie, potrafią nawiązać kontakt z opiekunem.

– Ryby karmione o tej samej godzinie tłumnie gromadzą przy ścianie akwarium – opowiada Andrzej Sieniawski, autor książek o tematyce akwarystycznej. – Co ciekawe, wydaje mi się, że potrafią reagować także na kolory, choć do tej pory sądzono, że odróżniają tylko barwy od bieli do czerni.

Z obserwacji Andrzeja Sieniawskiego wynika, że jeżeli ryby przyzwyczajają się np. do niebieskiego stroju opiekuna, zmiana ubioru na inny kolor może wywołać u nich reakcje niepokoju, a nawet paniki.

Spokojna obserwacja ryb i dostrzeganie zachodzących między nimi korelacji to zajęcie, które pasjonatowi nigdy się nie znudzi. Pozwala przyjemnie spędzić wolny czas, szczególnie teraz, kiedy część z nas ma go, niestety, w nadmiarze. Opieka nad rybami w akwarium prawie nie wymaga wychodzenia z domu. Natomiast osoby udające się na urlop, bez obaw, mogą pozostawić swoich podopiecznych na okres do dwóch tygodni.

 

Obserwacje z Hiszpanii

Na początku kwietnia tego roku niemałą sensację wzbudził artykuł opublikowany w czasopiśmie Głos Wielkopolski.  Zawierał informacje, które zapewne każdy z opiekunów zwierząt chciałby usłyszeć i przyjąć za pewnik. Wynikało z nich jasno, że zwierzęta zwiększają naszą odporność na choroby.

Dr Sabina Olex-Condor, polska lekarka, pracująca, na co dzień w szpitalu w Hiszpanii zauważyła, że osoby opiekujące się zwierzętami wykazywały zwiększoną odporność na COVID-19. Nie pojawiały się u nich objawy choroby lub przechodziły ją w bardzo łagodny sposób. Obserwacje te dotyczyły grupy około 100 osób.

– Wiadomo, że koty mają swoją kocią formę koronawirusa, który nie zaraża ludzi. Jest, więc możliwe, że ludzie, którzy mają codzienny bliski kontakt z kotem – nosicielem, mogą mieć przeciwciała przeciw kociemu wirusowi. I te przeciwciała mogą niszczyć także ludzkiego wirusa – twierdziła polska lekarka w wywiadzie zamieszczonym w Głosie Wielkopolskim. – To się nazywa reakcja krzyżowa i istnieje w przyrodzie. Oczywiście, by potwierdzić moje przypuszczenia potrzebne byłyby dogłębne badania, prowadzone statystyki.

Większość lekarzy weterynarii,  z którymi rozmawiałam, zachowywało jednak ostrożność w tego rodzaju twierdzeniach.  Wszyscy byli natomiast zgodni, co do tego, że zwięrzęta zwiększają ludzką odpornośc na choroby.

–  Twierdzenie, że jeżeli  kot ma swojego koronawirusa to kontakt z nim uodparnia nas na koronawirusa atakującego ludzi, to chyba zbytnie uproszczenie – uważa Przemysław Łuczak.  – Gdyby tak było, wystarczyłyby zaszczepić ludzi kocią szczepionką i problem zostałby rozwiązany. Tu chodzi raczej o ogólne pobudzenie naszego układu odpornościowego, który ciągle ma kontakt z różnego rodzaju patogenami.

 

Życzliwy, wzajemny kontakt

Jedno jest pewne – zwierzęta zwiększają naszą odporność na choroby, jednak, aby tak się stało, konieczna jest wzajemna sympatia i życzliwość. Osoby, które źle traktują zwierzęta, nie mogą raczej liczyć na ich dobroczynny wpływ.

– Kontakt rzeźnika z zabijanym zwierzęciem, z całą pewnością, nie przyniesie niczego dobrego żadnej ze stron – podsumowuje Dorota Sumińska.

 

Bibliografia:

Joanna Nawrocka-Rohnka, Wpływ kontaktu z psem na organizm człowieka – przegląd literatury. Nowiny Lekarskie 2011; 80, 2, 147-152

 

 

 

 

1

ARCHIWA

2

TAGI