Walka o prawa zwierząt wciąż trwa!
Odsłon: 1190

Walka o prawa zwierząt wciąż trwa!

Rozmowa z Katarzyną Śliwa – Łobacz, prezes Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt MONDO CANE.

 

P.B. Skąd u Pani tyle miłości do zwierząt?

K.Ś.Ł. Człowiek chyba się z tym nie rodzi. Empatia do zwierząt to wypadkowa środowiska, wychowania i własnych doświadczeń. Wychowałam się w lesie, na osiedlu wojskowym, otoczonym lasami. Przyroda była codziennie i wszędzie. Zamiast bawić się na podwórku przed blokiem, bawiłam się w lesie. Potem już w latach 90-tych spotkałam przyjaciela, mądrego owczarka Atosa. Zabrałam go jako szczeniaka z piwnicy na prymitywnej podkarpackiej wsi. I wtedy to się zaczęło: rozumienie i miłość do zwierząt. Atos był ze mną w każdej wolnej chwili. I uczył mnie również, że zwierzę to nie rzecz i nie jest stworzone pod nasze wymagania. Umarł nagle – skręt żołądka, z którym dziś poradziłabym sobie, wtedy nie poradzili sobie nawet weterynarze.

 

P.B. Potem były kolejne zwierzęta….

K.Ś.Ł. Po śmierci Atosa, tego samego dnia,  pojechałam do schroniska. Tam podeszła do mnie suczka owczarek niemiecki, dorosła i bardzo wychudzona, wyrzucona przed bramę dwa dni wcześniej. Była  zagłodzona i zmaltretowana. Położyła mi głowę na kolanach i razem wróciłyśmy do domu. Przez trzy miesiące Kora nie wyszła spod stołu. Tak strasznie bała się wszystkiego. I znów się uczyłam – jak sprawić, by ten zmaltretowany pies uwierzył, że człowiek to nie tylko zło. Kora umarła z głową na moich kolanach trzy lata temu. Miała 17 lat. Żyła długo i szczęśliwie. Potem były i są inne zwierzęta. Obecnie w naszym domu mieszka 20 kotów i 9 psów. Wszystkie z nich to zwierzęta pokrzywdzone przez ludzi, odebrane opiekunom w czasie interwencji lub znalezione.  W opiece nad nimi pomaga mi mój mąż, Dariusz, także wielki miłośnik zwierząt. Bardzo radykalnie walczy w obronie ich praw. Połowa naszych zwierzaków  zyskała dom właśnie dzięki niemu.

 

P.B. Postanowiła Pani działać także na niwie społecznej….

K.Ś. Ł. Gdzieś koło 2002 roku uzyskałam ten szósty zmysł, którzy mają wszyscy wielbiciele zwierząt. Zawsze widziałam w wyobraźni zwierzęce nieszczęście, nawet jeśli okazywało się, że to coś w rowie to tylko plastikowa reklamówka poruszana wiatrem. Ten szósty zmysł pozwala widzieć to, na czym nie spocznie wzrok większości ludzi. Ma się też wtedy więcej wyobraźni niż większość. Jesteśmy w stanie przewidzieć skutek tego, co widzimy. Pies biegający wzdłuż ruchliwej drogi to dla nas potencjalna ofiara, widząc go zastanawiamy się, jaka krzywda go spotka, a nie czy zdążymy przejechać zanim wybiegnie na jezdnię. Wiedząc to wszystko i szczerze kochając zwierzęta ma się jedną drogę – mieć je w domu i ratować inne, które potrzebują pomocy. I stąd wewnętrzna potrzeba do działań na niwie społecznej. Zaczynałam jako inspektor w jednej z fundacji. Widziałam rzeczy straszne. W 2006 roku byłam świadkiem odkopania w schronisku w Nasielsku ponad 200  ciał pomordowanych psów. Okazało się, że nawet nie przekraczały bramy placówki. Były zabijane od razu, po przywiezieniu. Postanowiłam wtedy, że będę walczyć o zmianę praw dotyczących zwierząt, ponieważ takie praktyki nie mogą pozostać bezkarne. W 2011 roku założyłam własną fundację, bo moje poglądy na ratowanie zwierząt odbiegały znacznie od poglądów innych organizacji.

 

mondo cane prawa dla zwierząt

 

P.B. Jak zrodził się pomysł nazwy Fundacji?

K.Ś.Ł. MONDO CANE oznacza pieski świat. To tytuł wstrząsającego filmu z lat 60-tych Paolo Cavara o ludzkim okrucieństwie. Na tyle wstrząsającego, że pamiętałam jego fragmenty, choć widziałam go w dzieciństwie. Większość nazw organizacji prozwierzęcych niesie w sobie nadzieję, najczęściej używanymi słowami są „help”, „pomoc”, „hope”. Chciałam tego uniknąć. Świat jest dla zwierząt miejscem złym, to taki „pieski świat”. Starajmy się to zmienić, ale pamiętajmy, że zawsze będziemy w mniejszości. Potrzeba pokoleń, aby człowiek zrozumiał jakie zło wyrządza naturze.

 

P.B. Na początku Fundacja stawiała sobie ze cel przede wszystkim działania prawne?

K.Ś.Ł. Prawie równocześnie z założeniem Fundacji, zostałam asystentem społecznym posła Pawła Suskiego, wspaniałego człowieka, który postanowił poprowadzić w Sejmie Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, skupiający posłów z różnych partii i stawiający sobie za cel skuteczną zmianę prawa w zakresie ochrony zwierząt. I to się zaczęło udawać, przeprowadziliśmy skutecznie nowelizację Ustawy o ochronie zwierząt, nie nowelizowaną praktycznie od daty powstania czyli 1997 roku. To był pierwszy krok. Od siedmiu lat próbujemy pogłębić zmiany, ale nigdy nie sprzyja nam klimat polityczny, bo ochrona zwierząt narusza milionowe interesy.

Zmienić prawo na takie, które wymusi szacunek i poszanowanie praw zwierząt –  taki był cel założenia Fundacji MONDO CANE. Według mnie ludzie bywają źli z natury, wielopokoleniowe tradycje, szczególnie w Polsce, robią swoje. Edukacja jest ważna, ale ważniejsze jest wyciąganie konsekwencji z okrutnych zachowań. Niestety, dla większości ludzi zwierzę pozostanie rzeczą, a adekwatna kara to jedyne, co może ich zniechęcić do ponownego okrucieństwa. I tym właśnie różnię się od innych organizacji – uważamy, że sytuację zwierząt poprawią tylko zmiany systemowe, skuteczne egzekwowanie twardych przepisów i wyciąganie konsekwencji. Nie ma co liczyć na zmianę mentalności człowieka, który od dzieciństwa widział wychudzonego psa na łańcuchu. Taki człowiek nie zrozumie, że zwierzę cierpi.

Mondo Cane prowadzi także szeroko pojęte działania edukacyjne.  Współpracujemy z harcerzami, szkołami, prowadzimy spotkania z młodzieżą i szkolenia dla służb mundurowych i samorządów. Staramy się, mimo wszystko, wykonywać tę pozytywistyczną robotę, bo zmienianie świata należy zaczynać od swojego najbliższego otoczenia.

 

P.B. Walczycie także o ściganie i karanie sprawców konkretnych przestępstw przeciwko zwierzętom?

K.Ś.Ł. Po około dwóch latach wspaniali ludzie, którzy przystąpili do MONDO CANE zmusili mnie trochę do zmiany kursu – wiedząc, że nie wyznaczam celów i nie rozliczam ich z ich społecznych działań, zaczęli ratować pojedyncze zwierzęta. Zaczęliśmy występować w postępowaniach karnych jako oskarżyciele posiłkowi i dziś możemy powiedzieć, że w skali kraju mamy jeden z największych odsetków skazań za znęcanie się. Realizujemy moje marzenie – ratuj i ukarz okrucieństwo. Jeśli człowiek nie posiada empatii, trzeba do niego dotrzeć inaczej. Trzeba go ukarać i wierzyć, że w przyszłości on i jego znajomi powstrzymają się od podobnych  działań.

Dlatego jedynym wymogiem, który stawiam naszym ludziom jest konieczność informowania organów ścigania o przestępstwach przeciw zwierzętom. Poza tym robimy wszystko to, co inne organizacje. Sterylizujemy i kastrujemy, edukujemy, ratujemy i znajdujemy nowe domy. Jest nas kilkadziesiąt osób w całym kraju, każdy robi ile może. Praca społeczna musi wynikać z potrzeby serca, ale nie powinna rujnować życia rodzinnego i zawodowego.

mondo cane obrona zwierząt

 

P.B. Proszę podać przykłady spraw, którymi zajmuje się Fundacja.

K.Ś.Ł. Jedna z nich to sprawa komercyjnych przeszczepów organów od bezdomnych zwierząt dla tych właścicielskich. Jest precedensowa i musimy wywalczyć wyrok skazujący, bo takie praktyki mogą się stać powszechne, a trudno sobie wyobrazić mniej etyczny biznes. Inna, którą uważam to sukces Fundacji to doprowadzenie do skazania mężczyzny, który adoptował starszą suczkę ze schroniska, a po pewnym czasie skazał ją na straszną śmierć. Wystawił zwierzę na parapet i zamknął okno. Gaja, bo tak miała na imię suczka, skomlała i drapała w szybę, ale sprawca pozostał niewzruszony. W końcu spadła, z wysokości czwartego piętra. Proces, w którym występowaliśmy jako oskarżyciel posiłkowy, był poszlakowy, a więc bardzo trudny, ale udało się! Sprawca bestialstwa został skazany na bezwzględną karę pozbawienia wolności. Znana w całym kraju  jest także nasza interwencja w Kutnie, schronisku, które także okazało się być zwykłą mordownią. Psy przebywały tam w tragicznych warunkach: poranione, przerażone, głodne. Weszliśmy tam na siłę, z policją. Nasza walka o ukaranie właściciela schroniska trwała cztery lata, ale także zakończyła się pomyślnie. Mężczyzna otrzymał wyrok,  a mordownia w Kutnie najprawdopodobniej zostanie zamknięta. Spraw jest wiele, w swoim życiu byłam świadkiem nieprawdopodobnych okrucieństw.

MONDO CANE stara się być wszędzie tam, gdzie decyduje się o zwierzętach – przede wszystkim w Sejmie. Współpracujemy z wieloma organizacjami, organizujemy demonstracje i prowadzimy lobbing na rzecz zwierząt. Współuczestniczyliśmy w tworzeniu dwóch ustaw, walczymy z ubojem rytualnym, hodowlą zwierząt na futra, pseudohodowlami, patologicznymi schroniskami, zwierzętami w cyrkach i bezdusznymi myśliwymi. Jesteśmy członkiem Koalicji NIECH ŻYJĄ, do której należy kilkadziesiąt organizacji ochrony zwierząt i przyrody.

 

P.B. W naszym kraju wiele jeszcze należy zmienić?

K.Ś.Ł. Nasza walka nie skończy się za naszego życia. Polska to wspaniały kraj, który jednocześnie w respektowaniu praw zwierząt nie wszedł nawet do przedpokoju cywilizacji. W polskich schroniskach przebywa ponad 100 tysięcy zwierząt, jesteśmy rzeźnią rytualną dla krajów muzułmańskich i Izraela – rokrocznie ponad pół miliona polskich krów jest zarzynanych w najbardziej okrutny i bolesny sposób, jaki człowiek wymyślił. Codziennie w internetowych portalach można kupić psy z pseudohodowli – miejsc okrutnej produkcji zwierząt rasopodobnych . To szara strefa, której uregulowaniem nie jest zainteresowana żadna władza.

Jesteśmy w czołówce krajów produkujących futra głównie dla rynków chińskiego oraz rosyjskiego. Ponad osiem milionów zwierząt jest obdzieranych ze skóry dla zysku kilkudziesięciu ludzi. I znów nikogo to nie interesuje.

Coraz więcej krajów zabrania występów cyrków ze zwierzętami. Każdy myślący człowiek wie, co tam przeżywają. W Polsce dalej jest to rozrywka dla tłumów.

Tylko w Polsce istnieją schroniska — mordownie. W dwóch z nich przebywa aż sześć tysięcy zwierząt, egzystujących  w tragicznych warunkach.  Placówki te prowadzą  prywatni przedsiębiorcy, otrzymujący na ten cel pieniądze z budżetów samorządów. To zawsze bardzo dochodowy biznes. Osoby prowadzące schroniska potrafią osiągnąć nawet po 12 milionów zł przychodów rocznie. I nikogo nie interesuje fakt, że publiczne środki wydawane są na iluzoryczną opiekę nad zwierzętami bezdomnymi.

Dużo mamy do zrobienia, ale nadziei, że się uda zmienić wszystko, raczej nie ma. Więc robimy, co możemy. Nikt nam nie płaci, nasze działania finansujemy z darowizn – to jedyne źródło. Musimy być wiarygodni i pokazywać nasze działania.

 

P.B. Czy uzyskujecie pomoc materialną lub finansową od firm produkujących żywność i akcesoria dla zwierząt?

K.Ś.Ł. Niestety, choć w innych krajach to norma, nie uzyskujemy prawie żadnej pomocy od szeroko rozumianego biznesu dla zwierząt. Tak jakby zwierzęta bezdomne i skrzywdzone były gorsze i mniej warte. Z punktu widzenia biznesu pewnie tak jest – takie zwierzęta nie będą klientem, generującym zyski za drogie karmy i akcesoria. A przecież jakże poprawiłby się wizerunek koncernu, który zasiliłby organizację niewielkimi jak dla dużej firmy darowiznami – czy to w produktach, czy w środkach finansowych. Takie darowizny pozwoliłyby nam naprawiać świat i ratować życie, a firmie, w naszej ocenie, przysporzyłyby klientów.

mondo cane

 

 

 

 

1

ARCHIWA

2

TAGI