Obroże plecione z pasją
Odsłon: 601

Obroże plecione z pasją

Kolorowe kwiaty, romby, strzałki, kwadraty – wyroby z paracordu, plecione przez Ewę Musiał, właścicielkę firmy „U Milki” to małe dzieła sztuki. Przyciągają wzrok różnorodnością barw i kształtów.

– Czasem sam wzornik ułoży się tak, że połączone kolory pasują do siebie – opowiada pani Ewa. — Niekiedy ktoś z klientów przychodzi z gotowym pomysłem. Na początku podchodzę trochę sceptycznie do pewnych proponowanych połączeń np. bordowego z jaskrawym zielonym albo błękitnego z brązem. Jednak na końcu, widząc finalny produkt, przyznaję rację zamawiającemu. Najbardziej w mojej pracy pociąga mnie to, że każda obroża jest unikalna i nie ma dwóch takich samych. Jednak to nie wyplatanie było moim pierwszym zajęciem….

Wszystko dla zwierzaków

Praca ze zwierzętami i dla zwierząt zawsze była pasją pani Ewy. Kiedy wraz ze swoim partnerem życiowym, Piotrem Ruszkowskim zamieszkała w Michałówku, osadzie w otulinie Puszczy Bolimowskiej, postanowiła założyć hotel dla psów. Najpierw jednak trzeba było przełamać opór partnera, który cenił sobie spokój i ciszę.
– Zawsze powtarzał: Żadnych bab, dzieci ani zwierząt – śmieje się pani Ewa. – Teraz ma wszystko. Najpierw w jego małym królestwie pojawiłam się ja. Potem musiałam użyć podstępu, aby zgodził się na psa. I tak zamieszkała z nami Milka, mieszaniec labradora. Później na świecie pojawiły się także dzieci.
Na założenie hotelu Ewa Musiał uzyskała dofinasowanie z Urzędu Pracy. Powstała placówka, która ma osiem kwadratowych boksów. Każdy z nich liczy 25 m kw. Właścicielka nazywa to „psią agroturystyką”, bo wszystko mieści się „pod chmurką”. Oczywiście, każde stanowisko posiada wygodną, ocieplaną budę. Cztery boksy przeznaczone są dla psów na warunkach hotelowych, w pozostałych czterech mieszkają zazwyczaj zwierzaki pokrzywdzone przez los, którym pani Ewa zapewnia dom tymczasowy.
— Hotel otrzymał nazwę „U Milki”, ponieważ to moja sunia patronuje przedsięwzięciu i przyjmuje zwierzaki, ja jej tylko troszkę pomagam – żartuje pani Ewa. – Ale zabawnie jest, kiedy przyjeżdżają ludzie ze swoim psami i zaczynają rozmowę od słów: Pani Milko….
Psy w boksach hotelowych często się zmieniają, czworonożni pensjonariusze domu tymczasowego – rzadziej, ponieważ są to zazwyczaj psy po przejściach, którym trzeba na nowo wpoić wiarę w człowieka. Tu dochodzą do siebie i znajdują nowe domy. Jako pierwszy pojawił się Antek, który już, jako dziesięcioletni senior trafił do schroniska po śmierci pana. Prawdopodobnie dożyje już u pani Ewy końca swoich dni, ponieważ obecnie, w wieku 18 lat, jego szanse na adopcję są raczej nikłe.
– Jednak inne psy znajdują nowych opiekunów – opowiada pani Ewa. – To dla mnie największa radość, kiedy któryś z mieszkańców domu tymczasowego znajduje swojego człowieka i jedzie do nowego domu.

 

obroże plecione

 

Praca marzeń

Po pewnym czasie, kiedy firma musiała już przejść na pełne składki ZUS, okazało się, że dochody z hotelu nie są wystarczające. Pani Ewa postanowiła poszukać innego zajęcia, ale takiego, które, w jakiś sposób, związane byłoby ze zwierzętami. Szukała inspiracji w Internecie. Na obcojęzycznych stronach natrafiła na zdjęcia wyrobów z paracordu. To linka spadochronowa, która występuje w ogromnej ilość kolorów i odcieni. Takie wyroby są bardzo popularne w Europie Zachodniej, w Polsce istniała luka, którą pani Ewa postanowiła wypełnić. Wkrótce spod jej palców zaczęły wychodzić pierwsze, plecione obroże.
– Początki były trudne – wspomina właścicielka firmy „U Milki”. – Nie znałam sposobów plecenia i długo szukałam kogoś, kto wprowadzi mnie w tę dziedzinę. Wtedy przyszło objawienie – szwajcarska strona, na której osoby, zajmujące się pleceniem z paracordu, dzieliły się swoimi doświadczeniami i udzielały wskazówek poczatkującym. Do dziś ta strona jest dla mnie źródłem inspiracji.
Linka spadochronowa ma udźwig 250 kg, ale nie to jest najistotniejsze w wypadku smyczy czy obroży, ponieważ żaden pies nie szarpnie z aż taką siłą. Ważna jest jednak także estetyka – paracord występuje w ogromnej ilości kolorów, a każdy z nich ma nawet po kilkanaście odcieni. Materiał ten, w przeciwieństwie do np. bawełny, nie chłonie wody, jest bardzo wytrzymały, odporny na promienia UV, nie odkształca się, można go prać w pralce.
– Do każdej obroży podchodzę indywidualnie, każda wygląda inaczej po zakończeniu wyplatania i może dlatego ta praca nigdy się nudzi – zwierza się pani Ewa. – Nie ma mowy o rutynie, a mój partner śmieje się ze mnie, że jestem fanką własnych produktów. Poza tym ta praca doskonale mnie wycisza, pozwala się oderwać od problemów dnia codziennego. Choć, na co dzień jestem osobą dynamiczną, to mam w sobie pokłady cierpliwości, o którą nawet siebie nie podejrzewałam. Nie jest dla mnie np. problemem rozsupłanie poplątanych linek. Jeśli coś nie wyjdzie, zawsze mogę wszystko rozpleść i zacząć jeszcze raz.

Początki na rynku

Pierwszy raz swoje wyroby: smycze i obroże z paracodu Ewa Musiał zaprezentowała na targach Slow Weekend w grudniu 2016 roku. Pojechała tam pełna optymizmu, ale pierwszy dzień przyniósł jej wielkie rozczarowanie – nie znalazł się ani jeden nabywca. – Byłam załamana i myślałam nawet, że trzeba będzie się wycofać, bo pomysł pewnie jest nietrafiony – wspomina Ewa Musiał. — Jednak następnego dnia przyjechał Piotr i podniósł mnie na duchu. Wkrótce jedna osoba kupiła smycz, inna – obrożę, kolejna zamówiła towar, a pani Ewa nabrała większej wiary. Teraz już wie, że nie można się załamywać, a upór i determinacja w dążeniu do celu procentują. Odbiorcy jej wyrobów to głównie klienci indywidualni. – Ręcznie plecione obroże i smycze to towar niszowy nie nadający się do sprzedaży hurtowej – tłumaczy pani Ewa. — Sporo hodowców kupuje natomiast kolorowe znaczniki dla miotów szczeniąt, ten towar rozchodzi się na pniu.
Obecnie firma „U Milki” ma liczną rzeszę fanów na Facebooku. Media społecznościowe pozwalają utrzymać kontakt z odbiorcami i poznać ich oczekiwania. Trendy w dziedzinie splotów zmieniają się, a wraz z nimi – zamówienia. Był czas, że absolutnym hitem była obroża o nazwie Alrami (nazwa gwiazdy z Gwiazdozbioru Strzelca). Wyplatana była wzorem podobnym do jodełki czy strzałki. W tej chwili popularna jest Andromeda (nazwa galaktyki), której wzór układa się w różnej wielkości romby. Klienci chętnie zamawiają też obroże plecione wzorem kwiatów. Tu także istnieje różnorodność kształtów i barw.
— Nawet, jeśli zastosuję ten sam wzór, to różne połączenia kolorów sprawiają, że wyroby wyglądają zupełnie inaczej – tłumaczy pani Ewa. — Klienci mogą także wybrać dowolny sposób wykończenia obroży, może się ona zapinać na zatrzask, posiadać pasek do regulacji, ewentualnie występować w wersji półzaciskowej. Możliwości jest naprawdę wiele, a ja jestem otwarta na sugestie i potrzeby klientów.

 

obroże plecione

 

Wciąż w drodze

Właścicielka firmy „U Milki” postanowiła, że będzie często uczestniczyć w niewielkich imprezach zoologicznych, aby nawiązać jak najwięcej bezpośrednich relacji z klientami. Często jeździ na wystawy dla psów czy imprezy targowe w rodzaju: Łapa Targ, Psim Targiem czy Pupilowe Targi, na których spotykają się małe firmy produkujące ręcznie akcesoria i żywność dla zwierząt.
– Uwielbiam te imprezy – zwierza się pani Ewa. – Nie tylko dlatego, że mogę tu nawiązać relacje handlowe. Ważne jest, że spotykam się z innymi wystawcami, którzy podobnie jak ja, są pasjonatami tego, co robią.
Obecnie firma „U Milki” produkuje obroże, smycze dla psów, kantary dla koni oraz znaczniki dla miotów szczeniąt. To wymarzona praca pani Ewy oraz jej główne źródło utrzymania. Pojawiają się pierwsze wyróżnienia m.in. Zoobranży za obroże z paracordu. – W marcu odbierałam statuetkę i prawie popłakałam się ze szczęścia, że moje starania zostały zauważone – zwierza się pani Ewa.
Zapytana o plany na przyszłość, Ewa Musiał zaznacza, że nie zamierza rozszerzać działalności. — To wiązałoby się z zatrudnieniem pracowników, a mnie wystarczy to, co mam. Chciałabym tylko, aby zdrowie dopisywało, ochota do wyplatania nie odeszła i aby jak najwięcej psów z mojego domu tymczasowego odjeżdżało do nowych opiekunów – uśmiecha się pani Ewa.

1

ARCHIWA

2

TAGI